Aby pieniądze w onkologii trafiały tam, gdzie ich naprawdę brakuje

Iwona Bączek/Rynek Zdrowia - 12-11-2016

Projekt zmian w pakiecie onkologicznym jest odpowiedzią na postulaty towarzystw naukowych i całego środowiska - mówił wiceminister zdrowia Piotr Warczyński podczas sesji "Onkologia - nowy program, poprawianie pakietu i co dalej", która odbyła się w ramach XII Forum Rynku Zdrowia.

Aby pieniądze w onkologii trafiały tam, gdzie ich naprawdę brakuje

Dr Joanna Didkowska, kierownik Zakładu Epidemiologii i Prewencji Nowotworów Centrum Onkologii w Warszawie przypomniała, że obecnie odnotowywanych jest rocznie ok. 160 tys. zachorowań na nowotwory i ok. 90 tys. zgonów z powodu choroby nowotworowej. Dodała, że w roku 2050 musimy liczyć się z zachorowalnością na poziomie ok. 300 tys. przypadków.

- Jest jeszcze kwestia chorych żyjących z chorobą nowotworową. Takich osób jest obecnie ok. 370 tys., ale w roku 2025 może ich być ok. 1,1 mln. To ogromne wyzwanie dla ochrony zdrowia - zaznaczyła podczas sesji w trakcie XII Forum Rynku Zdrowia (Warszawa, 26-27 października 2016 r.).

Dr Didkowska zauważyła, że planowanie koniecznych zmian nie będzie możliwe bez Krajowego Rejestru Nowotworów, który powinien być traktowany jak dobro narodowe. Oceniła, że KRN osiąga bardzo dobre wyniki: ponad 80% danych w Rejestrze jest potwierdzonych badaniem histopatologicznym, a kompletność rejestracji szacowana jest na 90%.

- Mamy jednak problem z finansowaniem. Na szczęście 26 października podczas posiedzenia Krajowej Rady ds. Onkologii udało się osiągnąć kompromis i jest szansa na dalsze korzystanie ze środków Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych - podkreśliła Joanna Didkowska.

Pakiet onkologiczny: idą zmiany
Zdaniem wiceministra zdrowia Piotra Warczyńskiego KRN powinien być w przyszłości nie tylko rejestrem epidemiologicznym i statystycznym, ale także badającym efekty leczenia.

- Mam nadzieję, że Rejestr przejmie docelowo funkcję Karty Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego - stwierdził wiceminister. Zauważył, że jeśli chodzi o pakiet onkologiczny, wkrótce można się spodziewać najistotniejszych zmian od początku jego funkcjonowania. Chodzi głównie o kartę DiLO. Obecnie wszystkie informacje będą wpisywane po zalogowaniu się na stronie NFZ: nie będzie ani pisania ręcznego, ani powielania informacji, które już znajdują się w dokumentacji medycznej.

Kolejna zmiana, jak mówił wiceminister, polega na tym, że lekarze specjaliści na poziomie AOS będą mogli wydawać karty DiLO na podstawie podejrzenia choroby nowotworowej, dzięki czemu większa liczba pacjentów może znaleźć się na szybkiej ścieżce onkologicznej. Na razie taką ścieżką idzie ok. 30% chorych, pozostali - nie i czekają 3-4 razy dłużej, właśnie dlatego, że nie otrzymali karty DiLO.

- Rezygnujemy ze wskaźnika rozpoznawania nowotworu złośliwego w przypadku lekarza POZ, a także z obowiązku zgłoszenia nowotworu do KRN w karcie DiLO, ponieważ jakość zgłaszanych informacji pogorszyła się dramatycznie. Zależy nam na rzetelnych danych, zatem obowiązek zgłaszania do KRN pozostaje, ale nie w powiązaniu z kartą DiLO - wyjaśnił Piotr Warczyński.

Zaznaczył, że nie będzie też obowiązku prowadzenia list oczekujących w czasie rzeczywistym w aplikacji AP-KOLCE, nie będzie także prowadzona sprawozdawczość o dostępnym pierwszym wolnym terminie. Jedynym kanałem przekazywania tych informacji będzie karta DiLO.

- Jeśli chodzi o konsylium, będzie można z niego zrezygnować w uzasadnionych medycznie przypadkach, ale obowiązek pozostaje - mówił.

Wskazał, że dodatkowo pacjenci otrzymują możliwość zmiany świadczeniodawcy bez „wypadnięcia” z szybkiej ścieżki, co miało miejsce dotychczas. Będzie również możliwość rozliczania diagnostyki wstępnej i pogłębionej razem lub osobno (dotychczas tylko osobno) oraz bezlimitowość rozliczania świadczeń w ramach opieki paliatywnej.

Z perspektywy NFZ
- Projekt niebawem powinien zostać rozpatrzony przez rząd, a następnie trafi do Sejmu. Mam nadzieję, że posłowie uznają, iż szybka ścieżka procedowania pakietu jest zasadna - podkreślił Warczyński.

Leszek Szalak, zastępca dyrektora Departamentu Świadczeń Opieki Zdrowotnej NFZ nie ukrywał, że zmiany zapowiadane w pakiecie onkologicznym rozwiążą wiele problemów. - Ze względu na rozbudowaną kartę DiLO świadczeniodawcy nadal mają problem z jej wypełnianiem, także ustawienie wielu walidacji powoduje, że pomyłka, np. w PESEL-u, skutkuje kłopotami z podmianą karty na nową - zauważył.

- Z perspektywy NFZ głównym problemem jest konsylium. Na początku zapomniano np. o hematologii, w przypadku której nie jest ono konieczne. Problemem był też obowiązek zgłaszania, w powiązaniu z kartą DiLO, do KRN-u, co spowodowało ogromne zawirowania i u świadczeniodawców i w Funduszu i w samym KRN. Dochodziło do sytuacji, że to w NFZ nadawano numer KRN-owski, aby można było rozliczyć prawidłowo wykonane świadczenie, a wszystko to ze względu na jakość powiązań informatycznych pomiędzy NFZ i KRN - przypominał Leszek Szalak.

W jego ocenie sytuacja poprawi się po wdrożeniu zapowiadanych zmian, gdy ograniczone zostanie przekazywanie przez podmioty w karcie DiLO danych zbędnych z punktu widzenia płatnika. Dotyczy to zarówno KRN-u, jak i opisów choroby, które i tak znajdują się w dokumentacji medycznej. Odchudzenie karty DiLO ułatwi i przyspieszy płatności.

Dyrektor Szalak przypomniał również, że początkowo planowano, iż w ciągu roku będzie wydawanych ok. 160 tys. nowych kart DiLO. Tymczasem do 3 października br. wydano już ok. 360 tys. kart, w tym 120 tys. wystawił POZ.

Czas oczekiwania
- Czy główny cel pakietu, tj. skrócenie czasu oczekiwania od podejrzenia choroby nowotworowej do rozpoczęcia leczenia, został osiągnięty? - pytał prof. Sergiusz Nawrocki, kierownik Katedry Onkologii i Radioterapii SUM w Katowicach. - Zmierzyliśmy realny czas oczekiwania w roku 2014 (przed pakietem), śledząc losy grupy pacjentów. Połowa z nich czekała na rozpoczęcie leczenia dłużej niż 11 tygodni. Druga połowa rozpoczynała leczenie szybciej - mówił prof. Nawrocki.

- Korzystając z tej samej metodologii co przed pakietem, sprawdziliśmy w tych samych ośrodkach, jak wygląda sytuacja po wprowadzeniu karty DiLO. Okazało się, że dla chorych, którym ją wystawiono, mediana czasu oczekiwania skróciła się o trzy dni, co nie ma większego znaczenia dla wyników leczenia. Jednocześnie okazało się, że w przypadku pacjentów bez zielonej karty, mediana czasu oczekiwania była o osiem dni dłuższa. Niewiele się zatem zmieniło - mówił Sergiusz Nawrocki.

Zauważył ponadto, że nie spotkał się z żadną publikacją MZ pokazującą, jakie są wyniki pakietu onkologicznego w zakresie całkowitego czasu oczekiwania od podejrzenia choroby nowotworowej do rozpoczęcia leczenia. W jego ocenie liczba chorych mieszczących się w limitach czasowych w etapie diagnostyki lub od konsylium do rozpoczęcia leczenia, nie mówi o całej ścieżce, którą przechodzi pacjent.

- Ponadto 20% chorych, zarówno przed pakietem, jak i obecnie, korzystało z własnych pieniędzy w celu sfinansowania badań diagnostycznych (chodziło o ich przyspieszenie). Z naszych badań wynika także, że lekarze rodzinni wystawili zaledwie jedną piątą kart DiLO. Pozostałe zostały wystawione na poziomie specjalistycznej diagnostyki lub leczenia, czyli głównie przez ośrodki onkologiczne. Oznacza to, że początkowy plan nie zadziałał. Nadal brakuje także narzędzi do rzetelnego monitorowania zmian wprowadzanych w systemie przez MZ - zaznaczył prof. Nawrocki.

Do wyników badania odniósł się Piotr Warczyński, który wskazywał, że prowadzono je zaledwie w kilku ośrodkach i objęło ono tylko kilka tysięcy na 390 tys. pacjentów. Dlatego, w jego ocenie, nie można wyciągać na jego podstawie miarodajnych wniosków - rzetelniej jest bazować na sprawozdawczości do NFZ.

- Wynika z niej, że POZ wydał 34% kart DiLO. W terminie wykonanych zostało blisko 90% diagnostyk wstępnych, ok. 85% diagnostyk pogłębionych i ok. 99% konsyliów, co - nawet biorąc pod uwagę przerwy pomiędzy tym etapami - stanowi dobry wynik - przekonywał wiceminister zdrowia. - Dane z naszego badania odpowiadają rzeczywistości, a dane z kart DiLO są danymi administracyjnymi - ripostował prof. Nawrocki.

Problemy z finansowaniem
Dr hab. Adam Maciejczyk, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Onkologii we Wrocławiu, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Onkologicznego wskazywał, że środowisko medyczne liczyło na dwa aspekty pakietu: konsylia podnoszące jakość kwalifikacji pacjenta do leczenia kompleksowego oraz nielimitowość, która umożliwia sfinansowanie tego leczenia. - I tu pakiet onkologiczny nas nie zawiódł. Gdyby jednak zniknęły te dwa zakresy, z punktu widzenia onkologa pakiet straciłby sens - mówił specjalista.

Podkreślił, że kluczowym problemem jest jednak finansowanie leczenia onkologicznego. Jak wynika z danych nadesłanych do ankiety przez 18 centrów onkologii, przy wzroście liczby pacjentów na skutek wdrożenia pakietu, szpitalom nie przybyło przychodów, za to przybyło kosztów, które znacząco te przychody przekroczyły.

- Sytuacja finansowa szpitali onkologicznych jest coraz gorsza i proces ten nadal się pogłębia. Wynika to z biurokracji, ze spakowania diagnostyki w pakiety, które nie do końca odpowiadały naszym oczekiwaniom finansowym, z decyzji, które zapadły przed pakietem i nie były z nim związane. Chodzi o obcięcie wyceny świadczeń z zakresu hospitalizacji do radioterapii o ok. 60%, o modyfikację wyceny świadczeń do chemioterapii oraz w przypadku niektórych procedur chirurgicznych - wymieniał Adam Maciejczyk.

- Teraz liczymy na konstruktywną debatę o sposobach poradzenia sobie z tym problemem - dodał. - Owszem, obserwujemy pewną niejednorodność wśród blisko 20 podmiotów, które nadesłały swoje dane do ankiety, ale to nie znaczy, że polega ona na tym, że jedne sobie radzą, a inne - nie. Generalnie: wszyscy sobie nie radzą - wyjaśnił prof. Krzysztof Składowski, dyrektor Centrum Onkologii w Gliwicach.

Dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii,przypomniał o nowej edycji NPZChN.

- Należy podkreślić, że Program jest jedynie częścią Strategii Walki z Rakiem w Polsce, choć mamy nadzieję, że we współpracy z MZ na forum Krajowej Rady ds. Onkologii, uda się włączyć do NPZChN także inne aspekty ujmowane w Cancer Planie - zaznaczył.

Wskazał, że inną sprawą jest fakt, iż poprzednia edycja Programu była zagwarantowana ustawą, która mówiła, że każdego roku na realizację NPZChN przeznaczana będzie kwota co najmniej 250 mln zł.

Powalczmy z biurokracją
- Kolejne dziewięć lat Programu nie jest już jednak gwarantowane ustawą, a jedynie uchwałą Rady Ministrów, a roczne finansowanie wynosić ma nie „co najmniej”, ale „nie więcej” niż 250 mln zł co oznacza, że środków może być mniej, w zależności od sytuacji budżetu państwa - podkreślił dr Meder.

- Najważniejsze zadanie NPZChN polega na tym, aby pieniądze trafiły tam, gdzie ich brakuje. Jednym z punktów, na które Program powinien położyć nacisk, jest finansowanie innowacyjnych terapii onkologicznych. Potrzebujemy także walki z wszechobecną biurokracją oraz rozwoju IT - stwierdziła prof. Alicja Chybicka, posłanka, kierownik Katedry i Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.