Rehabilitacja ma potencjał, którego nie wolno zniszczyć

Dr Zbigniew Eysymontt - 31-10-2017
Rehabilitacja ma potencjał, którego nie wolno zniszczyć

- Specjalistyczne ośrodki rehabilitacyjne jako istotne wsparcie dla szpitali sieciowych oraz program KOS-zawał w roli "napędu" opieki koordynowanej w innych dziedzinach to potencjał, którego nie można zmarnować - podkreśla dr Zbigniew Eysymontt*, dyrektor Śląskiego Centrum Rehabilitacji i Prewencji w Ustroniu, były przewodniczący Sekcji Rehabilitacji Kardiologicznej i Fizjologii Wysiłku Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Żaden szpital sieciowy nie potrafi obecnie rehabilitować u siebie wszystkich pacjentów po zawale, endoprotezie czy udarze, więc musi posługiwać się rehabilitacją w ośrodkach, które już są. To jest potencjał, którego nie wolno zniszczyć.

Programu KOS-zawał, który miał oficjalnie ruszyć 1 października, będzie próbką tego, jak mogłaby wyglądać każda inna opieka koordynowana. W sensie strategicznym dobrze by było, żeby się ten program udał, a na razie nic na to nie wskazuje.

Rehabilitacja kardiologiczna: połowa szpitali poza siecią, ale…
Jeżeli chodzi o sieć szpitali, nie mam pojęcia, co oznacza niebycie w sieci. Jeżeli oznacza to, co mówił minister Radziwiłł, czyli stworzenie sieci po to, by "obronić szpitale sieciowe przed niebezpieczeństwem kontraktowania" to sygnał jest jasny: miejcie się na baczności, bo może was nie być.

Połowa szpitali prowadzących rehabilitację kardiologiczną znalazła się poza siecią, a na Śląsku jest to aż 97 proc. łóżek. Jeżeli to nic nie oznacza, to super, ale jeżeli oznacza zagrożenie, to możemy mieć poważny kłopot.

Szpitale sieciowe tylko w haśle mogą zapewnić rehabilitację. Dlaczego zwraca się do mnie siedem poważnych, klinicznych i szpitali sieciowych, żeby podpisać podwykonawstwo w ramach KOS-zawał? Nie dlatego, że mają tę rehabilitację super rozwiniętą u siebie. Muszą więc posługiwać się rehabilitacją w ośrodkach, które już są. To jest potencjał, którego nie wolno zniszczyć.

Warto też rozważyć stworzenie sieci szpitali rehabilitacyjnych (wzorem szpitali onkologicznych), żeby uzupełnić tę pozornie samowystarczalną siec szpitali.

Jeżeli chodzi o rehabilitację kardiologiczną, gdy policzymy pacjentów po zawałach serca i operacjach kardiochirurgicznych w stosunku do miejsc, które posiadamy w rehabilitacji stacjonarnej, w tej chwili w Polsce mamy dostępność na poziomie 40 proc.

W rehabilitacji ambulatoryjnej dostępność jest kilkunastoprocentowa. Ale to nie tylko dlatego, że nie ma tych miejsc, ale też dlatego, że NFZ kontraktuje w niektórych ośrodkach po kilkudziesięciu pacjentów rocznie, a to nie daje żadnych szans na prowadzenie rehabilitacji w stopniu wystarczającym.

Powodzenie KOS-zawał ma szerszy kontekst
Program KOS-zawał miał się rozpocząć 1 października. Tymczasem NFZ zawarł umowy na kompleksową opiekę po zawale tylko z 24 placówkami w skali całego kraju. Na Śląsku NFZ ustalał ze szpitalami uruchomienie programu, zaczęto przyjmować pacjentów, ale w końcu umów nie podpisano, więc koszt udzielonej opieki spadnie na placówki. Przyjęcia na razie wstrzymano. Śląski oddział Funduszu zapowiada, że planuje podpisanie umów od 1 stycznia i "może uda się to wcześniej". Centrala NFZ twierdzi natomiast, że wszędzie tam, gdzie umowy są już zawarte, zapłaci za świadczenia.

Boję się, że parodii tego systemu, która zniszczy cały napęd do prowadzenia opieki koordynowanej w innych dziedzinach. W sensie strategicznym dobrze by było, żeby się ten program udał, a na razie nic na to nie wskazuje.

Projekt KOS-zawał został bardzo dobrze wymyślony i taką też opinię ma wśród specjalistów. Został jednak wstrzymany ze względu na brak środków w wielu oddziałach. Okazało się, że świadczenie, które nie jest limitowane z założenia, jest limitowane tym, czy dany oddział ma pieniądze na jego realizację.

Każdy pacjent po zawale, zabiegu kardiochirurgicznym powinien otrzymać rehabilitację, ale najpierw trzeba to policzyć i powiedzieć sobie wprost, na co nas stać, a na co nie.

Brak rehabilitacji po zawale (w formie stacjonarnej, ambulatoryjnej czy nawet domowej z użyciem telemedycyny), przyczynia się do późniejszej śmiertelności takich pacjentów na poziomie 50 proc.

Model mamy, ale musimy go zrealizować
KOS-zawał to produkt, który daje motywację finansową do skierowania pacjenta na rehabilitację, jest też konieczność zapewnienia mu miejsca, finansowane są wszystkie etapy rehabilitacji, a na końcu, po raz pierwszy chyba w naszym systemie, oceniany jest efekt, punktowane i płacone są: powrót do pracy, poprawa czynników ryzyka .

Należy też brać uwagę to, że istnieje rozdział między pacjentami o wyższym poziomie ryzyka, którzy będą rehabilitowani stacjonarnie i o niższym, z rehabilitacją ambulatoryjną.

Można pacjenta tydzień rehabilitować na oddziale stacjonarnym, a potem przesunąć do oddziału dziennego, hybrydowo. Niestety, odnoszę wrażenie, że wszystko zostało zrobione po to, by powiedzieć, że "nie ma na to pieniędzy". Poza tym, że będziemy wymyślać modele, trzeba mieć jakąkolwiek gwarancję, że będą one realizowane.

Co do pacjentów chorych przewlekle i zjawiska „spychania ich do kolejek” - nie można na równi traktować pacjenta po endoprotezie i takiego, którego ciągle będzie bolał kręgosłup, tym bardziej, gdy nie ćwiczy. W tym przypadku trzeba bardzo radykalnie, ale też uczciwie, podejść do rzeczy. Jeżeli będziemy starali się być dobrzy dla wszystkich, nie będziemy dobrzy dla nikogo.

* Wypowiedź dr. Zbigniewa Eysymontta zanotowana 24 października 2017 r., podczas sesji "Rehabilitacja, czyli nie marnujmy efektów terapii" na XIII Forum Rynku Zdrowia.